Witam serdecznie.
Zapraszam do świata moich pasji...

czwartek, 18 grudnia 2014

W graficie, dla mężczyzny.

Zamówiony w prezencie: grafit z dodatkiem czerwieni. 
Zrobiony jest na silk lapsach, delikatny, tu i ówdzie ażurowy.
Zawsze zachwyca mnie delikatność tej szalikowej materii i przyjemność jaką sprawia w kontakcie ze skórą :)


Na zdjęciach wyszedł rozświetlony. W rzeczywistości był ciemniejszy.





sobota, 13 grudnia 2014

Na prędce...

Czasem ( a nawet często) sytuacja wymusza aktywność. 
Tym razem sytuacja była taka, że mała Zuzia nie miała fartuszka do przedszkola, a inne dzieci miały...
 No i rozpacz, i łzy !!!
Po odebraniu sygnału SOS od mamy małej Zuzi, ciocia usiadła do maszyny i na prędce uwiła, z wyszukanych w szufladach resztek tkanin, taki oto "zabezpieczacz" przed poplamieniem.


Łzy obeschły...uff.
W końcu fartuszek ważna rzecz :)

czwartek, 13 listopada 2014

Zabudowa "butowa".

Prawie każdy tak ma: wchodzimy do domu a tam buty... Im więcej domowników tym więcej bucików :).
A jak mieszkamy na wsi, to i rodzajów butów duzo, bo i wyjściowe i kalosze, trapery i bambosze, czy jak kto woli - kapcie, ciapy, łapcie, papucie... Męskie, damskie i cała masa dziecięcych. Buty do pracy i do ogrodu, botki, kozaki, półbuty... No i bardzo często, bardzo ważne, buty do biegania!
Trzeba przedrzeć się przez nieład butów i wszystko co z nich wypadło, by znaleźć się we wnętrzu mieszkania, uff...
Nie lubię tego miejsca.

U wejścia tego domu, starczyło przestrzeni do zrobienia zabudowy na butowy zgiełk.
A zatem do dzieła:
Klejonka drewniana + boczki do szafek na buty, prowadnice szuflad i górne blaty = szafki.



 Boczki do szafek na buty potrójne, a szuflady całkiem wysokie.
Jest gdzie pakować;)


poniedziałek, 20 października 2014

"Dizajnerski" stoliczek.

Nie przepadam za meblami z lat 70 - tych. Gdybym miała je jakoś określić, powiedziałabym, że są niemiłe..., o ile można tak powiedzieć o meblach. Nieznośnie ograniczone do funkcji jaką miały pełnić, przewidywalne w formie, bez koloru.
Jednak, gdy przychodzi do decyzji - wyrzucić, czy nie - nie wyrzucam. Zawsze myślę, że każdy mebel-ek, to jakaś ludzka historia. Tacy niemi świadkowie naszych losów.  Przy stolikach, ktoś siedział, czytał, stawiał  na nich kwiaty, rozmawiał, kto wie może o czymś ważnym.... W starym meblu często widać to "coś".
Nawet gdy jest niepozornym stoliczkiem, z czarnymi nogami i fornirowanym starym blatem, w kolorze omszałych kasztanów.

Pędząc od rzeczy do rzeczy często nie pamiętam o zrobieniu zdjęcia na poczatku drogi, cóż - żałując, wybaczam to sobie i staram się nadrobić potem.

W połowie pracy było tak:


Pomalowałam  farbą kredową blat i wtedy pomyślałam, że trzeba coś do niego dodać, uwidocznić.
Stąd pomysł na kropki i paski.


Jeszcze tylko przyjemna filiżanka do kompletu, fajny kawałek czegoś jasnego, albo ciemnego  na podłogę, lniane zasłony..., ale to już inna historia, tego samego mebelka, w nowym towarzystwie...

sobota, 4 października 2014

Do kolekcji.

Szafa zadecydowała o zmianie innych sprzętów, tak by korespondowały ze sobą, przynajmniej kolorem.
Na pierwszy ogień poszło lustro, którego rama na tle ściany nie była widoczna.
A zatem:
 Jeszcze przed pomalowaniem i w innym wnętrzu.

 I zmiana. Juz na ścianie w doborowym towarzystwie, 
czyli szafy i odbitego w jej lustrze stoliczka.


Stoliczek dogorywał, broniąc swojej pozycji w domu resztkami sił.
Pewnie kiedyś sie podobał, był modny, moze niedrogi a może drogi...
Stała nań kawa i cukiernica albo kwiaty, może bibeloty.
Dość że,
 skończyło się.
Zawsze jednak, przed spaleniem, można spróbować ze starego zrobić coś innego.
I znowu  (bo farby kredowe "czepne" są, że hej), decyzja o przemalowaniu.

Tak wyglądał:


Warstwa pierwsza.

I druga, potem smużenie.
I woskowanie + polerowanie.
Mamy finał.

Z bliska:


Kolejny uratowany mebelek, a co ważniejsze cieszy...:)

poniedziałek, 29 września 2014

Szafa "kredowa"...

                                                                Tym razem zrobiłam szafę.
Często jestem pytana: jak to zrobiłaś?!
Zrobienie mebla w moim wykonaniu polega na:
1. Narysowaniu  projektu mebla. 
2.Dokonaniu  dokładnych pomiarów.
3. Zamówieniu (bo tego nie umiem) tzw. formatek, czyli elementow mebla z klejonki drewnianej, pod konkretne wymiary.
4. Nadaniu kształtów np. brzegom klejonki (jak w tym wypadku).
5. Zrobieniu  kosmetyki tzn. pomalowaniu, powycieraniu, przesmużeniu, zawoskowaniu lub polakierowaniu powierzchni.
6. Zmontowniu wszystkiego ze sobą tak, by to miało jakiś sens, czyli szuflady działały, drzwi się zamykały, był pion i poziom.

Tak to w skrócie wygląda :) i, jak się okazuje, nie przerasta możliwości drobnej kobiety, choć wymaga nieco siły, i czasem pomocy osoby drugiej przy montażu.

Moja-nie moja  szafa miała być duża, dwudrzwiowa, z lustrami i dwiema szufladami. Taka trochę ciosana, mięsista - czyli to co lubię.
Nadto miała być bielona i cieniowana zieloną smugą.
Padło na farby kredowe, o których czytałam, słyszałam i byłam ciekawa czy to rzeczywiście takie wow!
Póki co używałam akrylowych i było nieźle

A oto rzeczona szafa:


 
I trochę detali:




Moje refleksje z malowania farbą:

- świetnie kryje i przylega do powierzchni;
- po woskowaniu bardzo fajny efekt, ale to dość pracochłonne;
- kolor zielony zrobiłam sama, z czego jestem bardzo zadowolona, bo nie musiałam już nic kupować, za to miałam możliwość eksperymentowania z odcieniami, które ewoluowały od pistacjowego do miętowego;
- ponieważ chciałam zostawić widoczne słoje, tylko bieliłam cienką warstwą i przesmużałam na zielono, wzdłuż słojów. Wydaje się to byc możliwe tylko na surowym drzewie;
- w związku z tym, że farba bardzo dobrze przylega do powierzchni,  wycieranie jej nie jest wcale takie hop siup, na co liczyłam;
- zasadniczy minus farby - cena, która wydaje mi się zawyżona, ale może się nie znam....

W kolejce czekają stare mebelki do przemalowania, a zatem zapraszam na następne posty i moje
kredowe love.

środa, 10 września 2014

Stół na koniec lata.

Zamarzył mi się stół w ogrodzie. Prosty, choć nie prostokątny, mięsisty, przyjemny.
Wynalazłam jesionowe grube dechy i przerobiłam je na blaty. Z dawien dawna został mi w ogrodzie spory pień, czekający cierpliwie na swoje 5 minut. Zrobiłam z niego nogę. Wszystko gruntownie zagruntowałam, polakierowałam i połączyłam w całość. 
Kawę wypić można i posiedzieć po pracowitym dniu albo nic nie robić i np.coś poczytać, ciesząc się resztkami - niestety, ochodzącego lata.






czwartek, 7 sierpnia 2014

Kotki terapeutyczne :)

Jeśli Ci smutno, albo samotnie, albo musisz się przytulić, kogoś kochać, trzymać na kolanach, troszczyć się, patrzyć z rozrzewnieniem, to może czas na.... kotka.
Kotek rozśmieszy największego depresanta.
Wyzwoli masę dobrych uczuć.
Nie pozwoli na samotność.
Zmusi do działania ;)
A gdy wyrośnie z kotka kot, nic się nie zmieni...
tylko go kochaj.
Czułość najczulsza.
Macierzyństwo w extra klasie.
Sprawczyni chaty pełnej ruchu i zabawy...

 Ruda, choć może bardziej piaskowa - księżniczka.

I jej dorodny Brat.

 Gruby - czy to kotek, czy to miś?
Wszystko w nim jest grubiutkie i większe niż u innych. Apetyt, łapki, brzuszek...

 Pandzia - energia i wielka ciekawość świata
Polowanie jest fascynujące!
Dla polującego :)

 Z jakiegoś powodu nazwałam ją Balbina. Wielkie oczy i taki temperament.

I jeszcze ktoś - będzie się trudno rozstać...
 
Kotek Przytulek. Nic nie jest tak ważne, jak przytulanie na kolanach.
I patrzenie w oczy...
                                                             tak, że można się zakochać.                                                                          
Mam nadzieję, że w rodzinach, do których trafiły są wielką pociechą ...
Nam zostały po nich ciepłe wspomnienia i naturalnie ich piękna mama :)


czwartek, 26 czerwca 2014

Czas na relaks...

Był już hamak, teraz czas na leżak.
Każdemu należy się w pewnym momencie kawka, książka, podusia, ptaki wokół głowy, 
słońce we włosach. .

Ze starych gratów wydobyłam leżakowy stelaż drewniany.
Brudny, szaro - bury.
Wyszorowałam go, wysuszyłam, przeszlifowałam.
Później pomalowałam białą lakierobejcą.
Wykorzystując tkaniny "babciowe" uszyłam siedzisko + podusię.
I już siadamy!