Witam serdecznie.
Zapraszam do świata moich pasji...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stare inaczej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stare inaczej. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lipca 2015

Pokój bielony czyli remontowa niespodzianka.

Pogania mnie, pogłębiająca się nieobecność moja, na blogu. Nieobecność ta nie jest wynikiem ani lenistwa, ani braku działań, przeciwnie, wszystkiego jest za dużo, za szybko i zwyczajnie nie ogarniam... Jednak żal porzucić bloga, zwłaszcza, że mimo wiejącej już z niego nudy, ciągle ktoś na niego zagląda. To zawsze motywuje.
A zatem, pewnie chaotycznie, powrzucam kawałki mojej pracy, w ostatnich czasach.


Najpierw historia taka: dziecko dzielnie przebrnęło przez egzaminy maturalne i, co dziwne, siwych włosów przybyło mnie, nie jej... No cóż - taka rzeczywistość i kolej rzeczy pewnie.
Zmęczone dziecko wyjechało odpoczywać daleko i dość długo, a we mnie - posiwiałej, a jednak wypoczętej ;)  wezbrały siły i wola zmiany czegoś w jej pokoju. Taka -  myślałam - niespodzianka na, jakby nie było, pożegnanie.
Zawsze chciała pokoik bielony, trochę z szarością, trochę retro, nobliwie.
A więc - trzeba było zmienić wszystko.
Zaczęłam od podłóg. Były stare, dawno temu bejcowane na brąz i zawsze można je było przykryć nową podłogą. Póki co postanowiłam je przemalować.

Tak w starej wersji.

Tak przemalowane, przetarte i polakierowane. 
Przyszedł czas na meble, tu sekretarzyk:

  Mamy podłogę i remontowy bajzel...:)))
Po przemianie:

Z bliska

 I krzesełko wydobyte z szopy.

A technika taka: farba kredowa + wosk i polerowanie.
Dalej pozostało już tylko pomalować resztę: okienka i parapety, dorobić półkę na książki, przemalować ściany i uzupełnić dekorację. 
I już, tuż tuż przed jej powrotem, było tak:
Po lewej od sekretarzyka powstała półka na ksiązki:
I przemalowana zagroda królika, który mieszka z nami już 11 rok!

Po drugiej stronie - kącik sypialniany i łóżko mojego pomysłu i autorstwa:
 Czyli nogi z pnia drzewa - mniejsze.
I duże, jako stoliczek nocny.

Została ostatnia ściana, a na niej komoda, lustro i oczywiście wiszące dekoracje.




I "detale" :))))

Fajnie jest zrobić dziecku niespodziankę.....
:)

poniedziałek, 20 października 2014

"Dizajnerski" stoliczek.

Nie przepadam za meblami z lat 70 - tych. Gdybym miała je jakoś określić, powiedziałabym, że są niemiłe..., o ile można tak powiedzieć o meblach. Nieznośnie ograniczone do funkcji jaką miały pełnić, przewidywalne w formie, bez koloru.
Jednak, gdy przychodzi do decyzji - wyrzucić, czy nie - nie wyrzucam. Zawsze myślę, że każdy mebel-ek, to jakaś ludzka historia. Tacy niemi świadkowie naszych losów.  Przy stolikach, ktoś siedział, czytał, stawiał  na nich kwiaty, rozmawiał, kto wie może o czymś ważnym.... W starym meblu często widać to "coś".
Nawet gdy jest niepozornym stoliczkiem, z czarnymi nogami i fornirowanym starym blatem, w kolorze omszałych kasztanów.

Pędząc od rzeczy do rzeczy często nie pamiętam o zrobieniu zdjęcia na poczatku drogi, cóż - żałując, wybaczam to sobie i staram się nadrobić potem.

W połowie pracy było tak:


Pomalowałam  farbą kredową blat i wtedy pomyślałam, że trzeba coś do niego dodać, uwidocznić.
Stąd pomysł na kropki i paski.


Jeszcze tylko przyjemna filiżanka do kompletu, fajny kawałek czegoś jasnego, albo ciemnego  na podłogę, lniane zasłony..., ale to już inna historia, tego samego mebelka, w nowym towarzystwie...

sobota, 4 października 2014

Do kolekcji.

Szafa zadecydowała o zmianie innych sprzętów, tak by korespondowały ze sobą, przynajmniej kolorem.
Na pierwszy ogień poszło lustro, którego rama na tle ściany nie była widoczna.
A zatem:
 Jeszcze przed pomalowaniem i w innym wnętrzu.

 I zmiana. Juz na ścianie w doborowym towarzystwie, 
czyli szafy i odbitego w jej lustrze stoliczka.


Stoliczek dogorywał, broniąc swojej pozycji w domu resztkami sił.
Pewnie kiedyś sie podobał, był modny, moze niedrogi a może drogi...
Stała nań kawa i cukiernica albo kwiaty, może bibeloty.
Dość że,
 skończyło się.
Zawsze jednak, przed spaleniem, można spróbować ze starego zrobić coś innego.
I znowu  (bo farby kredowe "czepne" są, że hej), decyzja o przemalowaniu.

Tak wyglądał:


Warstwa pierwsza.

I druga, potem smużenie.
I woskowanie + polerowanie.
Mamy finał.

Z bliska:


Kolejny uratowany mebelek, a co ważniejsze cieszy...:)

piątek, 13 czerwca 2014

Transformacja

Dopieszczamy kanciapę, a że do jej pełnego przeobrażenia pozostało zrobienie okien i drzwi, zatem zabraliśmy się i za to.
Każdy kto miał do czynienia z odzyskiwaniem wyżej wymienionych, spod wielu warstw starej farby olejnej wie, jaka to mozolna robota.
Metoda - najpierw pozbywamy się farby przy pomocy opalarki a później szlifujemy szlifierką i rączką aż będą jak nowe, natomiast nasze rączki znacznie starsze...
No a później, jak zawsze, malowanie jak kto chce.
U nas wyszło to tak:
Drzwi wejściowe teraz
 i wcześniej

Drzwi przejściowe, na "pokoje" ;)
 onegdaj

Okno na...padoki (pomijając garaż)
 przeszłość

A już za chwilę lampa własnego pomysłu i pracy rąk własnych, czyli prototyp - zapraszam :)))

piątek, 23 maja 2014

Szafka - mała - niespodzianka...


"Podkusiło mnie"...
Są takie meble, które (wydawałoby się) należy: 
wyrzucić, spalić, wstawić do piwnicy albo do garażu, oddać gdzieś...
A one uparcie stoją w mieszkaniu, bo z jakichś powodów trudno się z nimi rozstać.
Tak też było z tą szafką.
Lata świetności miała już za sobą, w różnych miejscach stała, najczęściej jako podblatowa.
Wyrzucona z kuchni, stanęła pod oknem, jakby na chwilę. Za wysoka, niekompletna i nieporęczna, a jednak jakoś intrygująca...
No i podkusiło mnie..., żeby ciut ją zmienić i w związku z tym, ocalić.
A zatem do dzieła:
1. Zmiana wysokości czyli o jedną szufladę mniej.
2. Szafka pod szlifierkę.
3. Szufladki dostały nowe fronty.
4. Wszystko poszło pod bejcę - rustykalny dąb i lakier dający efekt wosku.

I metamorfoza taka:









Jeszcze tylko uchwyty i stary - nowy, czy też nowy - stary mebelek, może długo cieszyć jego właściciela i nabierać coraz większej patyny...


poniedziałek, 25 listopada 2013

Rzecz o stołeczku

W każdym starym domu jest coś takiego.
Pomalowane wielokrotnie, farba olejną, najczęściej białą. Warstwy "podspodnie" zwykle bywają zażółcone od starości. Wszystko "pachnie" tłuszczem, kurzem, zębem czasu....
Formę mają doskonałą w swej prostocie.
A najważniejsze w nich jest to, że mają swoją wielo... wielo... letnią historię.

Stołeczek do czegoś.

Do siedzenia, albo postawienia nań kwiatka.
Kiedyś, być może do tłuczenia na nim mięsa, bo środek blatu ma wgłębiony wielce.


Z prościutką szufladką na coś. Zapałki, sznurki, może sznurowadła albo pastę do butów, a może przepisy i inne "cosie" ?


Mebelki z duszą...... Pod żadnym pozorem, nie wyrzucajmy ich!!!!