Pogania mnie, pogłębiająca się nieobecność moja, na blogu. Nieobecność ta nie jest wynikiem ani lenistwa, ani braku działań, przeciwnie, wszystkiego jest za dużo, za szybko i zwyczajnie nie ogarniam... Jednak żal porzucić bloga, zwłaszcza, że mimo wiejącej już z niego nudy, ciągle ktoś na niego zagląda. To zawsze motywuje.
A zatem, pewnie chaotycznie, powrzucam kawałki mojej pracy, w ostatnich czasach.
Najpierw historia taka: dziecko dzielnie przebrnęło przez egzaminy maturalne i, co dziwne, siwych włosów przybyło mnie, nie jej... No cóż - taka rzeczywistość i kolej rzeczy pewnie.
Zmęczone dziecko wyjechało odpoczywać daleko i dość długo, a we mnie - posiwiałej, a jednak wypoczętej ;) wezbrały siły i wola zmiany czegoś w jej pokoju. Taka - myślałam - niespodzianka na, jakby nie było, pożegnanie.
Zawsze chciała pokoik bielony, trochę z szarością, trochę retro, nobliwie.
A więc - trzeba było zmienić wszystko.
Zaczęłam od podłóg. Były stare, dawno temu bejcowane na brąz i zawsze można je było przykryć nową podłogą. Póki co postanowiłam je przemalować.
Tak w starej wersji.
Tak przemalowane, przetarte i polakierowane.
Przyszedł czas na meble, tu sekretarzyk:
Mamy podłogę i remontowy bajzel...:)))
Po przemianie:
Z bliska
I krzesełko wydobyte z szopy.
A technika taka: farba kredowa + wosk i polerowanie.
Dalej pozostało już tylko pomalować resztę: okienka i parapety, dorobić półkę na książki, przemalować ściany i uzupełnić dekorację.
I już, tuż tuż przed jej powrotem, było tak:
Po lewej od sekretarzyka powstała półka na ksiązki:
I duże, jako stoliczek nocny.
I przemalowana zagroda królika, który mieszka z nami już 11 rok!
Po drugiej stronie - kącik sypialniany i łóżko mojego pomysłu i autorstwa:
Czyli nogi z pnia drzewa - mniejsze.I duże, jako stoliczek nocny.
Została ostatnia ściana, a na niej komoda, lustro i oczywiście wiszące dekoracje.
I "detale" :))))
Fajnie jest zrobić dziecku niespodziankę.....
:)