Często jestem pytana: jak to zrobiłaś?!
Zrobienie mebla w moim wykonaniu polega na:
1. Narysowaniu projektu mebla.
2.Dokonaniu dokładnych pomiarów.
3. Zamówieniu (bo tego nie umiem) tzw. formatek, czyli elementow mebla z klejonki drewnianej, pod konkretne wymiary.
4. Nadaniu kształtów np. brzegom klejonki (jak w tym wypadku).
5. Zrobieniu kosmetyki tzn. pomalowaniu, powycieraniu, przesmużeniu, zawoskowaniu lub polakierowaniu powierzchni.
6. Zmontowniu wszystkiego ze sobą tak, by to miało jakiś sens, czyli szuflady działały, drzwi się zamykały, był pion i poziom.
Tak to w skrócie wygląda :) i, jak się okazuje, nie przerasta możliwości drobnej kobiety, choć wymaga nieco siły, i czasem pomocy osoby drugiej przy montażu.
Moja-nie moja szafa miała być duża, dwudrzwiowa, z lustrami i dwiema szufladami. Taka trochę ciosana, mięsista - czyli to co lubię.
Nadto miała być bielona i cieniowana zieloną smugą.
Padło na farby kredowe, o których czytałam, słyszałam i byłam ciekawa czy to rzeczywiście takie wow!
Póki co używałam akrylowych i było nieźle
A oto rzeczona szafa:
I trochę detali:
Moje refleksje z malowania farbą:
- świetnie kryje i przylega do powierzchni;
- po woskowaniu bardzo fajny efekt, ale to dość pracochłonne;
- kolor zielony zrobiłam sama, z czego jestem bardzo zadowolona, bo nie musiałam już nic kupować, za to miałam możliwość eksperymentowania z odcieniami, które ewoluowały od pistacjowego do miętowego;
- ponieważ chciałam zostawić widoczne słoje, tylko bieliłam cienką warstwą i przesmużałam na zielono, wzdłuż słojów. Wydaje się to byc możliwe tylko na surowym drzewie;
- w związku z tym, że farba bardzo dobrze przylega do powierzchni, wycieranie jej nie jest wcale takie hop siup, na co liczyłam;
- zasadniczy minus farby - cena, która wydaje mi się zawyżona, ale może się nie znam....
W kolejce czekają stare mebelki do przemalowania, a zatem zapraszam na następne posty i moje
kredowe love.