Czasem ( a nawet często) sytuacja wymusza aktywność.
Tym razem sytuacja była taka, że mała Zuzia nie miała fartuszka do przedszkola, a inne dzieci miały...
No i rozpacz, i łzy !!!
Po odebraniu sygnału SOS od mamy małej Zuzi, ciocia usiadła do maszyny i na prędce uwiła, z wyszukanych w szufladach resztek tkanin, taki oto "zabezpieczacz" przed poplamieniem.
Łzy obeschły...uff.
W końcu fartuszek ważna rzecz :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz