Witam serdecznie.
Zapraszam do świata moich pasji...

sobota, 13 grudnia 2014

Na prędce...

Czasem ( a nawet często) sytuacja wymusza aktywność. 
Tym razem sytuacja była taka, że mała Zuzia nie miała fartuszka do przedszkola, a inne dzieci miały...
 No i rozpacz, i łzy !!!
Po odebraniu sygnału SOS od mamy małej Zuzi, ciocia usiadła do maszyny i na prędce uwiła, z wyszukanych w szufladach resztek tkanin, taki oto "zabezpieczacz" przed poplamieniem.


Łzy obeschły...uff.
W końcu fartuszek ważna rzecz :)

czwartek, 13 listopada 2014

Zabudowa "butowa".

Prawie każdy tak ma: wchodzimy do domu a tam buty... Im więcej domowników tym więcej bucików :).
A jak mieszkamy na wsi, to i rodzajów butów duzo, bo i wyjściowe i kalosze, trapery i bambosze, czy jak kto woli - kapcie, ciapy, łapcie, papucie... Męskie, damskie i cała masa dziecięcych. Buty do pracy i do ogrodu, botki, kozaki, półbuty... No i bardzo często, bardzo ważne, buty do biegania!
Trzeba przedrzeć się przez nieład butów i wszystko co z nich wypadło, by znaleźć się we wnętrzu mieszkania, uff...
Nie lubię tego miejsca.

U wejścia tego domu, starczyło przestrzeni do zrobienia zabudowy na butowy zgiełk.
A zatem do dzieła:
Klejonka drewniana + boczki do szafek na buty, prowadnice szuflad i górne blaty = szafki.



 Boczki do szafek na buty potrójne, a szuflady całkiem wysokie.
Jest gdzie pakować;)


poniedziałek, 20 października 2014

"Dizajnerski" stoliczek.

Nie przepadam za meblami z lat 70 - tych. Gdybym miała je jakoś określić, powiedziałabym, że są niemiłe..., o ile można tak powiedzieć o meblach. Nieznośnie ograniczone do funkcji jaką miały pełnić, przewidywalne w formie, bez koloru.
Jednak, gdy przychodzi do decyzji - wyrzucić, czy nie - nie wyrzucam. Zawsze myślę, że każdy mebel-ek, to jakaś ludzka historia. Tacy niemi świadkowie naszych losów.  Przy stolikach, ktoś siedział, czytał, stawiał  na nich kwiaty, rozmawiał, kto wie może o czymś ważnym.... W starym meblu często widać to "coś".
Nawet gdy jest niepozornym stoliczkiem, z czarnymi nogami i fornirowanym starym blatem, w kolorze omszałych kasztanów.

Pędząc od rzeczy do rzeczy często nie pamiętam o zrobieniu zdjęcia na poczatku drogi, cóż - żałując, wybaczam to sobie i staram się nadrobić potem.

W połowie pracy było tak:


Pomalowałam  farbą kredową blat i wtedy pomyślałam, że trzeba coś do niego dodać, uwidocznić.
Stąd pomysł na kropki i paski.


Jeszcze tylko przyjemna filiżanka do kompletu, fajny kawałek czegoś jasnego, albo ciemnego  na podłogę, lniane zasłony..., ale to już inna historia, tego samego mebelka, w nowym towarzystwie...