Witam serdecznie.
Zapraszam do świata moich pasji...

sobota, 4 października 2014

Do kolekcji.

Szafa zadecydowała o zmianie innych sprzętów, tak by korespondowały ze sobą, przynajmniej kolorem.
Na pierwszy ogień poszło lustro, którego rama na tle ściany nie była widoczna.
A zatem:
 Jeszcze przed pomalowaniem i w innym wnętrzu.

 I zmiana. Juz na ścianie w doborowym towarzystwie, 
czyli szafy i odbitego w jej lustrze stoliczka.


Stoliczek dogorywał, broniąc swojej pozycji w domu resztkami sił.
Pewnie kiedyś sie podobał, był modny, moze niedrogi a może drogi...
Stała nań kawa i cukiernica albo kwiaty, może bibeloty.
Dość że,
 skończyło się.
Zawsze jednak, przed spaleniem, można spróbować ze starego zrobić coś innego.
I znowu  (bo farby kredowe "czepne" są, że hej), decyzja o przemalowaniu.

Tak wyglądał:


Warstwa pierwsza.

I druga, potem smużenie.
I woskowanie + polerowanie.
Mamy finał.

Z bliska:


Kolejny uratowany mebelek, a co ważniejsze cieszy...:)

3 komentarze:

  1. O rany! Ola, ale się rozpędziłaś :-) jak zwykle piękne :-), niedługo zedrzesz sąsiadom ściany i pobielisz :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. I zapomniałam dodać, że stoliczek idealnie wpasował się w Twoja rozetę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. :))) Bingo, ściany, a przynajmniej sufit już są w zamyśle...ale pomału czas wracać do filcowania. Już się stęskniłam za miękkością materii.

    OdpowiedzUsuń