Witam serdecznie.
Zapraszam do świata moich pasji...

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Krótka historia pewnej kanciapy.

                                                           Wszystko zaczęły te oto panny:


Pierwsza, bo ma wielkie serce dla koni.
Druga, bo jej to serce skradła....
A do tego była w opałach.

Z jakiegoś powodu, często stają nam na drodze, tak czy inaczej, stworzenia w opałach właśnie.
Zawsze ich dalszy los jest kwestią podjęcia przez nas decyzji.

Wierzę, że decyzje podjęte z serca otwierają niejedne drzwi.
Idąc tym tropem, trafiłyśmy do miejsca, gdzie - jak zdecydowaliśmy - nasz nowy, największy osobnik w  rodzinie - Lara, została przyjęta do wielkiej końskiej rodziny, my zaś do nieco mniejszego stada ludzi, kochających to pierwsze.

A jak są konie i ludzie, to często jest też kanciapa.

Kanciapa, jak sama nazwa wskazuje, służy do kanciapania czy też kanciapowania się. Czyli siedzenia, pogadania, rozgrzania się lub ochłonięcia, czasem wypłakania i zwierzenia a czasem pozłoszczenia. Je się w niej i pije, a nawet chodzi do toalety. Jest przytuliskiem dla zapowiedzianych i niezapowiedzianych gości. Pchają się do niej psy i koty...
Jednym słowem - dobrze, jak jest.

Nasza kanciapa, choć nie brakowało w niej dobrej aury, była w opłakanym stanie, czyli takim:





Mężne dziewczyny zawalczyły o nową krytą ujeżdżalnię i, przy okazji, wygenerowały część pieniędzy na remont tegoż pomieszczenia. 
Mnie i wspomnianemu już kiedyś przeze mnie Wojtkowi, również związanemu z tym miejscem (sercem i ciałem), zostało już tylko podjęcie decyzji, że zrobimy ten remont, bo przecież jak się chce.....

Było zimno, bo styczeń, luty, marzec.
Było ciężko, bo trzeba było zrobić maximum za minimum.
Było wytrwale, bo w dużej mierze bazowaliśmy na materiale z odzysku, czyli drewnie ze starej, krytej ujeżdżalni i każdym innym, które znaleźliśmy na drodze.
Było ostro, bo zanim nastał etap tworzenia, musieliśmy wytrzymać etap burzenia.

I każdy miał ciężko, bo były gruzy, brud i kurz a czasem głód ;)

Zimno!
Pył osiada...
Zajęcie dla wytrzymałych - czyszczenie komina przed jego łataniem i tynkowaniem

Właściwie zdarliśmy ze ścian i sufitu wszystko. Co się dało, odzyskaliśmy, szlifując i czyszcząc odsłonięte bale, a co się nie dało, pokrywaliśmy na nowo.
Nie ma jak pomocne spojrzenie ...
I od razu wiedzieliśmy co robić.

Potem już tylko musieliśmy zrobić meble i udekorować - to w największym z możliwych skrótów.
Cośmy się przy tej okazji należeli...!!!



Nakucali...


Docenialiśmy każde wsparcie!

I choć pod koniec nawet najmłodszy z naszej trzyosobowej drużyny miał dosyć
było warto.

Kanciapy odsłona druga.

Część kuchenna:  Fronty bielone, przecierane, naturalnie stare drzewo.

Odnowiony piec i otynkowany komin.

Blat dębowy.

Przyjazne wejście do toalety.

Belki na suficie!!!

Przeciwległa ściana, z oknem. 
Stół jest zawsze bardzo ważny...
Ten jest jesionowy.

Ściany odzyskane po długiej walce, czyli mamy bale.

Ktoś tu się zaszył ..

Uwaga, to okienko jeszcze czeka na swoje 5 minut.

Psy zmęczone po remoncie... A drzwi jeszcze czekają na ingerencję.

Dodatki: lustro, wieszak na ogłowia, półki na coś...


Tuż przy wejściu wieszak, który kiedyś był drzwiami stajni :)




Wszystkim życzę dobrych decyzji, pozytywnych zakończeń i szczęśliwych rozwiązań.
A na nadchodzące Święta Wielkiej Nocy odpoczynku w atmosferze miłości i światła w duszach.




4 komentarze: