Witam serdecznie.
Zapraszam do świata moich pasji...

poniedziałek, 18 listopada 2013

Kuchenne przedsiewzięcie

Najwyższy czas na nowego posta. Nic nie pojawiło się u mnie od dawna. Powód - realizowałam największy, jak dotychczas projekt, a mianowicie - kuchnię dla przyjaciół, na wsi. Przyznam szczerze - sama się dziwię, że ją zrobiłam. Przyjemność dotarcia do końca takiego przedsięwzięcia jest ogromna! Jestem wdzięczna, za kredyt zaufania, że dam radę i za odkryte dzięki temu nowe rejony umiejętności w sobie. 

Posta dedykuję zatem bliskim mi: odważnej zleceniodawczyni  Beacie i cierpliwemu Zbyszkowi. 

p.s. Jak to często w dobrych sprawach bywa, los postawił na mojej drodze jakże potrzebnego Wojtka, który nauczył mnie sztuki precyzyjnego montażu i pomógł w tymże niejeden raz sprawiając, że nawet w zimne, deszczowe dni, przycinając, szlifując i składając wszystko, było mi raźniej...:) 

Myślę, ze jeszcze niejedna stolarska przygoda przed nami...

A zatem - projekt KUCHNIA!


(niezmiennie ubolewam nad jakością zdjęć...)

Kuchnia nie jest duża, nie jest też zbyt jasna, a że ściany są z dość ciemnego bala, zatem zabudowa musiała rozjaśnić wnętrze. Padło zatem na drewno bielone.

Na początku remontu było tak:

Po intensywnych dniach, spędzonych na przygotowaniu ściany i kładzeniu nań płytek, a także "kilku" innych czynnościach wykończeniowo - montażowych (wykonanych osobiście!), wyłoniło się takie oto wnętrze:









Po lewej zmodyfikowane rurki do kranu tak, by ten nie wychodził ze ściany, tylko ze zlewu. Również rurka od gazu została schowana w ścianę (to robili fachowcy!).



Półka nad blatem była tam wcześniej, została tylko odnowiona, pomalowana i objęta dwoma szafkami. Pełni nadto funkcję oświetlenia, gdyż w nią wpuszczona jest listwa ledowa.

Szczegóły i drogie mi detale:


Blat dębowy, o pięknym słoju. Bejcowałam, malowałam izolantem i lakierem, tak by nic mu się nie stało przy kontakcie z wodą. Brzeg nieregularny - mój ulubiony!


Brzegom frontów nadałam nieregularny, ciosany kształt. Całość pobieliłam, przetarłam brzegi i pomalowałam matowym lakierem. Oj czasochłonne to zajęcie...


Wspomniana wcześniej górna półka.

Płytki kamienne, trawertynowe, wykończenie - dłubane ręcznie listewki, bo nie lubimy plastiku i silikonu!


A gdyby ktoś miał ochotę w kuchni na kamień, ale bał się, że trudno go utrzymać w czystości, to uspokajam - są super środki impregnujące, trzeba tylko w nie zainwestować. Tu ściana była impregnowana dwukrotnie. Płytki nie zmieniły wyglądu, a jest różnica w zachowaniu, przy kontakcie z wodą, tłuszczem itd.

I jeszcze trochę dekoracji:

Bolesławiec pięknie koresponduje kolorami z tym wnętrzem.

Przysiadł ptaszek...

No i poszyłam to i owo do kolekcji.

I jeszcze dla ciekawych: remont w pół drogi:



 Wnętrza szafek pod blatem są z płyty imitującej drewno bielone.


To jeszcze nie koniec, dalsze części kuchni w następnym poście :)
Zapraszam...

1 komentarz:

  1. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Świetna kuchnia, gratuluję!

    OdpowiedzUsuń