Aż przyszedł dzień, postanowiłam zrobić to sama! Właściwie nie miałam wiele do stracenia zwłaszcza, że po rozpoznaniu sytuacji okazało się, że sporo niezłego drzewa leży pod naszym płotem i w naszej szopie. A zatem do dzieła! Piłę, szlifierkę i dłuta posiadałam. W końcu kiedyś używano tylko siekier...a jak ładnie bywało.
Czasem warto zaryzykować i uwierzyć we własne możliwości.........
wchodzimy...
wchodzimy...
Lustro "przyniosłam z lasu", trochę powalczyłam ze zmrożoną naturą ale wydobyłam spod śniegu, potem suszenie i obróbka. Nie musiałam robić imitacji dziurek po drewnojadach - już były!:)
W kącie mój ulubiony "pojemnik na brudy". Ten stał na werandzie, kiedyś służył do kiszenia kapusty ale dopiero teraz ma swoje 5 minut.
i nowa odsłona sedesu!
Uznałam, że biała fabrycznie deska sedesowa "kłóci" się z całością, toteż przemalowałam ją tak, by pasowała do reszty. Jeszcze drobny lawendowy decoupage i od razu milej siadać... Patyczek na papier też przywędrował z lasu.
Grunt to detale!!!!
c.d.n.
Łazienka moich marzeń!!!
OdpowiedzUsuńPięknie tu:) Nie tylko w łazience, blog jest piękny!
A szal powalił mnie na kolana:)
Będę zaglądać.
Pozdrawiam cieplutko***
Moniko! Jesteś moim pierwszym (szą!) komentatorką!!!! Wygrywasz dozgonną sympatię za dodanie otuchy do blogowania ...... :)Pojaśniało......
UsuńPrzecudnie!!! Zazdroszczę łazienki ja niestety takiej nie mam.. A kosz na bieliznę rewelacja! Uwielbiam takie rozwiązania :-)
OdpowiedzUsuń